Pochód zbliżał się już do granicy miasta, do kolejnej bramy w Jerozolimie. Tam miał miejsce drugi upadek Jezusa.
Krzyż Chrystusowy, był ciężki, więc wyniszczone i osłabione męką ciało uginało się pod nim. Ciężar ten zwiększał się nieskończenie ze względu na ciężar moralny. Wziął on bowiem na swoje barki nasze grzechy, moje grzechy, Twoje grzechy, występki wszystkich miejsc i czasów, aby za nie zadośćuczynić Ojcu. (...) Jak przy pierwszym upadku Pana Jezusa poznaliśmy złość i straszne skutki grzechu śmiertelnego, tak teraz przy drugim, zastanówmy się nad obmierzłością grzechu powszedniego, który według Ojców Kościoła był również przyczyną cierpień Zbawiciela. Grzech powszedni nazywa się tak nie dlatego, jakoby był w sobie małym złem, ale dlatego, że w porównaniu z grzechem śmiertelnym jest złem mniejszym i dlatego łatwiej może być odpuszczony.
Na racławickim obrazie VII Stacji Drogi Krzyżowej widać Zbawiciela po upadku, leżącego na ziemi. Z lewej strony widzimy kogoś, kto chce, aby Jezus wstał. Można odnieść mylne wrażenie, że to Szymon z Cyreny. Jeżeli przypatrzymy się dokładniej, to zauważymy, że jest to siepacz. Prawą dłonią wprawdzie podtrzymuje krzyż, ale w lewej trzyma sznur, za który ciągnął wcześniej Zbawiciela.