Autor tekstu: Stanisław Stadnicki
Zacznę od tego, że jestem przygotowany na to, iż po raz kolejny władze będą miały pretensje, iż piszę o kimś krytycznie. Przyzwyczaiłem się do tego. Ponieważ od dwóch lat biorę czynny udział w organizacji imprezy kolejowej w Racławicach oraz brałem udział w spotkaniach z PLK postanowiłem przedstawić moje spojrzenie na przedmiotową sprawę. Owszem jest ono pewnie subiektywne, ale dołożyłem wszelkich starań by zawierało całą i często niewygodną prawdę.
Żyjemy na świecie, gdzie pewne znaczenie mają względy ekonomiczne. Dla PLK posiadanie linii Racławice-Głubczyce jest kompletną stratą, ponieważ po tych torach nie kursuje żaden pociąg (osobowy, towarowy) i nie ma nawet złotówki przychodu. To przykład głębokiego deficytu i straty dla spółki. Należy cieszyć, że linia do tej pory (prawie 10 lat od chwili likwidacji połączeń osobowych) zachowała się w stanie umożliwiającym reaktywację. Co ciekawe po tej linii może jeździć lokomotywa, a po linii Opole-Kluczbork (gdzie regularnie kursują pociągi pasażerskie) lokomotywa nie może jeździć.

Proces likwidacji linii został rozpoczęty kilka lat temu. PLK wysłało pisma do przewoźników, czy są zainteresowani organizacją przewozów po tym trakcie, ale odpowiedzi były negatywne. Była zatem podstawa do rozpoczęcia w myśl prawa procesu likwidacji. Na całe szczęście proces ten trochę trwa.
PLK nie jest spółką charytatywną, która będzie dbała o linie, na których nie ma pomysłu organizacji ruchu. To nie te czasy. Fakt, kiedy w 1997 roku woda zalała wszystkie tory w okolicy linią od Raciborza do Racławic wożono węgiel dla zachodniej części kraju, ale to było dawno temu.
Od jakiegoś czasu dyrekcja PLK uczestniczy w każdym spotkaniu dotyczącym uratowania tej linii. Dyrekcja przywozi dokumenty i informacje pokazujące jak uratować tory. Wszystko wykłada władzy jak na tacy. To co najważniejsze napiszmy wytłuszczonym tekstem. PLK od dawna chce oddać za darmo (jak mówi prawo) linię dla samorządów. Lokalny oddział nie chce likwidować tego torowiska - było nawet pismo do Warszawy z prośbą o wstrzymanie likwidacji.
Dziwię się ilekroć czytam lokalną prasę i słucham radia, że od dawna tylko i wyłącznie włodarze Głubczyc narzekają na kolej jakie to mają problemy. Kolej to dziś spółki i pojęcie kolej różnie wpływa na społeczeństwo. Owszem. Inna spółka odpowiedzialna za nieruchomości zlikwidowała w Głubczycach nastawnię, było o tym głośno, ale inna spółka odpowiada za tory, inna za ruch, a jeszcze inna za prąd na stacji. Samorządowcy powinni już wiedzieć, że ogólne pojęcie kolej nie istnieje. Można dużo mówić i pisać o tym jak zamykano powyższą linię, ale jeśli wiecznie będziemy wracać do spraw dawnych to nigdy nie ruszymy ze sprawami obecnymi.
Głubczyce mają nowe władze, mają też posła. Część z osób rządzących zna mnie, ja ich znam i wiem, że to ludzie mądrzy. Nie mogę jednak zrozumieć tego, że w mojej opinii tak nie wiele robią dla kolei. Może robią wiele, ale czy to widać? Pewnie za kilka minut otrzymam telefon z pretensjami, jak to wiele spotkań jest organizowanych, ale już odpowiem, że organizacja spotkań, z których nic nie wynika, na których tylko się narzeka nie ma najmniejszego sensu i to strata czasu. Narzekanie na kolej nic nie da, ponieważ w pierwszej kolejności trzeba widzieć błędy po swojej stronie.
Priorytetem obecnych władz przed wyborami było głoszenie tezy powrotu pociągów do Głubczyc. Nic z tego nie wyszło (nawet NTO też o tym pisało podsumowując samorząd głubczycki). Dziwię się temu, ponieważ zawieszone w tym samym czasie linie z Nysy do Brzegu i z Opola do Kluczborka zostały już reaktywowane. Dlaczego w Głubczycach tego się nie da?
Kiedy mówiono o reaktywacji linii Opole-Kluczbork większość władz zrobiła co do nich należało i pomogła w koszeniu torów. Oczywiście nie można zapomnieć o licznych społecznikach, bez których reaktywacja nie miałaby szans na powodzenie, jednak w tym artykule skupiam się na działaniach władz.
Rok temu o akcji koszenia torowiska między Racławicami, a Głubczycami słyszała cała Polska. Było o tym w Teleexpressie, NTO, Radiu Opole i naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć gdzie jeszcze. Pracowało około 20-stu społeczników. Byli to ludzie młodzi, w średnim wieku oraz osoby starsze. Była nawet osoba z zastawką serca, oraz osoba bez jednej ręki. Pracowali społecznie, przy użyciu tylko i wyłącznie swojego sprzętu i swojego paliwa. Udało mi się wykarczować 9-km torów z 15 (cała długość linii).
Gdzie byli włodarze Głubczyc? Owszem, raz pojawili się na chwilę strażacy, ale akcja trwała 2 miesiące. Inne samorządy w rejonie Opola i Kluczborka wykazały się pomysłowością (kiedy reaktywowano ich linie), a u nas wsparcie jest słabe. Jedynie jedna Pani, której z całego serca dziękuję przekazała środek do opryskania torowiska (zostanie on wykorzystany na wiosnę). Dziś tory dalej są zarośnięte i nic się nie reaktywuje do póki tam rosną krzaki.
Teraz pytanie, czy po napisaniu tego tekstu władze Głubczyc pomogą nam w koszeniu torów w tym roku, czy się obrażą? Czy znów dla ratowania kolei w regionie zdrowie będzie musiało tracić 20 zapaleńców? Czy będą musieli prosić o pomoc bez rezultatu? Ta linia jest tak krótka, że tam już dawno powinno być czysto jak w parku.
Ciągle czytam, że z koleją nie da się niczego załatwić? (skro już używamy słowa kolej).

Nie mogę się z tym zgodzić. Organizatorom imprezy kolejarskiej Koleją po pograniczu polsko-czeskim udało się nawiązać bezproblemową, ścisłą i udaną współpracę z PLK, Nieruchomościami, Energetyką. Z wszystkimi. Tory zostały zdiagnozowane, perony odmalowane, zgoda na imprezę była. Nie można nawet jednego złego słowa powiedzieć.
Wystarczyło mieć fajny pomysł i działać. Tylko tyle. Owszem nie można liczyć na to, że kolej zorganizuje wszystko, ale kolej pomogła, doradziła i dała zgody. Wg mnie zachowała się tak jak powinna. W ubiegłym roku w Racławicach w czasie imprezy kolejowej nie widziałem żadnego przedstawiciela z Głubczyc. Czy to świadczy o ich zaangażowaniu w ratowanie kolei?
W mojej opinii gdyby temu miastu naprawdę zależało na powrocie pociągów to sami zorganizowaliby podobną imprezę jak w Racławicach, by pokazać, że się da. Zapłaciliby za pociąg retro (to koszt dużo mniejszy niżeli zaproszenie jednego znanego zespołu na Dni Głubczyc), pogadaliby z drezyniarzami, którzy pewnie za darmo woziliby turystów po stacji. Ale nie, to się nie da... ja nie widzę żadnej inicjatywy tylko narzekanie.
Organizatorom imprezy w Racławicach najbardziej zależało na tym, żeby do Głubczyc dojechał pociąg. Gdyby linia była wykoszona w 100% to na pewno tak by się stało, ale bez pomocy miasta było to niemożliwe. Swoją drogą nie ma lepszej kampanii wyborczej dla Głubczyc jak pokazanie, że tam przyjechał pociąg, ale tego nie chciano wykorzystać.
W tym roku w Racławicach Śląskich rusza największa inwestycja w tej miejscowości od 135 lat (od czasu budowy kolei). Będzie to kopalnia żwiru i piasku. Mówi się o tym, że transport będzie odbywał się koleją, co jest logiczne.
Włodarze Głubczyc twierdzą, że urobek ma być ładowany do wagonów w okolicy Pomorzowic. Ok., jeśli tak będzie to Głubczyce nic nie zyskają i dla nich to nie jest żaden ratunek, dlaczego? Ponieważ odcinek, na którym realizowany byłby transport został rok temu wykoszony i tam już można jechać. Po załadowaniu wagony na pewno nie pojadą do Głubczyc. Po co ktoś ma tracić kasę na koszenie torów i pchać się powoli 40 kilometrów na Racibórz, jak może wrócić do Racławic (2km) i z tej stacji (gdzie bez problemu uformuje się pociąg) pojechać linią 137 wszędzie, gdzie się da i to dość szybko?
Oczywiście transport żwiru uratuje linię przed likwidacją, ale kopalnia to nie zbawienie. Władze Głubczyc powinny przejąć linię, wydzierżawić ją (powtarzam, wydzierżawić, a nie przekazać) kopalni niech ta jeździ ile chce, ale też zadba o naprawę torów. Błędem byłoby otrzymanie linii od PLK i oddanie jej firmie kopalnianej, która późnie będzie mogła ją rozebrać (patrz nietypowa sprawa z przekazaniem Zamku w Głogówku, jak zachował się tam przedsiębiorca?).
Trzeba też mieć pomysł. Natychmiast przejmować linię od PLK (od razu likwidacja jest zatrzymana) i organizować parę razy w roku jakieś imprezy z drezynami i pociągiem retro, do tego cały czas naciskając Urząd Marszałkowski o powrót pociągów z Racławic do Głubczyc/Raciborza. Na 100% Urząd odmówi, ale odmawiał też dla linii Nysa-Brzeg, Opole-Kluczbork. Poddawanie się i zwątpienie to najgorsze co można zrobić (poza wiecznym narzekaniem).
W tym roku będziemy świadkami wyborów. Jeśli włodarze Głubczyc nie zgadzają się z tym, co napisałem to będziemy mieli okazję do publicznej debaty, ponieważ razem z osobami, które kosiły torowisko planujemy zjawić się na spotkaniach przedwyborczych i zapytać o wiele spraw i na wiele pytań usłyszeć odpowiedzi. Będziemy na nich z dyktafonem tak, by później publicznie zaprezentować powyższe odpowiedzi.
I uwaga. Proszę, by następnym razem publicznie nie mówić kłamstwa jakim jest informacja o rzekomym zawieszeniu rozmów z Czechami. Lepiej, by oni (Czesi) nie dowiedzieli się o tym, co pisało w gazecie bo sami zrezygnują widząc takie głupoty.
Marzy mi się, by władze wreszcie przestały narzekać, martwić się itp., a zaczęły działać wtedy kiedy trzeba. Ktoś może powiedzieć, że nie mam racji, a ja zapytam jeśli faktycznie jest tak dobrze, to gdzie to widać?
Stanisław Stadnicki
kontakt:
Data dodania aktualności do serwisu: Czwartek, 11 - Luty 2010r.
Tekst czytano 667 razy.
Zobacz wersję do wydruku tego artykułu (prosty, szybki i bezstratny druk - drukuj tylko to, co chcesz).
Następny news: Dobra passa podtrzymana, Tomex lepszy od ekipy z Szonowa
Poprzedni news: Rozgrywki futsal w Głogówku wkraczają w decydującą fazę - rozegrano już 99 spotkań
Strona główna aktualności Racławic Śląskich
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2010 Stanisław Stadnicki (kontakt: ).
Korzystanie z serwisu oznacza bezwzględną akceptację regulaminu.