Racławice Śląskie w Internecie

Mordy dokonane na mieszkańcach Racławic Śląskich w 1945 roku oraz "wypędzenie" w 1946 roku

To nie jest łatwy temat i przeznaczony jest dla dorosłych czytelników. Opisano w nim zbrodnie dokonywane na niemieckiej ludności racławickiej przez żołnierzy rosyjskich w 1945 roku, czasem niezwykle brutalne mordy i masowe egzekucje. Opisano także chyba najtrudniejszy w dziejach Racławic okres pomiędzy marcem 1945 roku, a czerwcem 1946 roku, w którym przez pewien czas w jednej wsi, w jednych domach żyli wspólnie Polacy, Niemcy i Rosjanie. Czas, w którym rządziła milicja polska lub nieobliczalni żołnierze ze wschodu. Czas wstydliwy, gdzie wypędzenia, odbieranie majątku i nakazywanie pracy było czymś powszechnym.

Kto czekał do ostatniej chwili ten ginął

Do początku roku 1945 ziemia prudnicka nie odczuła bezpośrednio skutków II wojny światowej. Jedynie lokalne dzwony kościelne bijąc co jakiś czas oznajmiały śmierć, któregoś z mieszkańców Racławic Śląskich (ówczesnych Deutsch Rasselwitz) wysłanych na front. Sytuacja zmieniła się z końcem zimy 1945 roku kiedy to nacierające od wschodu wojska frontu ukraińskiego zmusiły stronę niemiecką do odwrotu.

O wydarzeniach z II wojny światowej i działaniach wojennych w Racławicach już pisaliśmy, jednak tym razem, zaprezentujemy bardziej szczegółowo okrucieństwa dokonywane przez wojska rosyjskie, mordy jakie dokonywano w Racławicach na ówczesnej ludności niemieckiej. Wiele ze spisanych relacji jest wstrząsających i zostało skróconych. Dalsza część artykułu skierowana jest do czytelników pełnoletnich.

Obraz: mordy45_1.jpg

Racławice na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej

Oficjalnie nie wiadomo ilu mieszkańców Deutsch Rasselwitz zginęło w czasie II wojny światowej. Jeden z tych, który przeżył, Paul Kapusta zanotował, że było to 161 cywilów, czyli osób, które poniosły śmierć nie będąc żołnierzami. Musieli oni zginąć 18 marca 1945 lub później w okresie, gdy działania wojenne dotarły do Racławic.

Jeszcze kilka dni wcześniej (przed 18 marca 1945 roku) we wsi, a może lepiej nazwać ją małym miasteczkiem, mieszkało wtedy około 3 tysiące osób. Ich liczbę powiększali uchodźcy z Górnego Śląska, którzy uciekali na zachód przed rosyjskim natarciem. Do soboty 17 marca w Racławicach Śląskich gotowano im obiady i opatrywano rany, potem front dotarł także do Racławic.

Szczęście mieli ci mieszkańcy, którzy w porę opuścili swoje domy i uciekli na zachód lub w stronę Sudetów tuż przed tym, jak Racławice Śląskie zostały otoczone z kilku stron przez wojska radzieckie. Rodziny, które pozostały we wsi miały niewielkie szanse na przeżycie.

Wielu z tych, którzy zostali (np. nie mieli czym uciekać, byli starsi lub zwyczajnie nie zdążyli uciec) zostało zastrzelonych. Wiele rodzin mordowano masowo. Po przejściu frontu odnajdowano całe rodziny zabite w spalonych stodołach.

We wspomnieniach jednego z byłych mieszkańców można znaleźć notkę, w której napisał o tym jak znalazł w aptece martwego aptekarza, swojego dobrego znajomego. Zszedł do piwnicy apteki, gdzie znalazł zwłoki przyjaciela. Obok niego leżał pusty dzbanek, z którego ktoś wypił cały alkohol, a przy głowie aptekarza leżała korba karabinu, zniszczona. To pewnie od uderzeń tą korbą został zabity ów aptekarz. Dokładna relacja jednak nie nadaje się do cytowania i zawiera opis makabrycznego widoku jaki mieszkaniec Racławic zastał w aptecznej piwnicy.

Rosjanie gwałcili i zabijali

Ówczesny proboszcz ks. Edward Scholz prowadził księgi zgonów. Oto kilka informacji, które można w niej znaleźć.

Niedziela: 18 marca 1945

Maria Kapusta (58 lat), Maria Rosenberger (wiek nieznany), Helene Rosenberg (wiek 17 lat), Paul Kassubek (wiek 76 lat) zastrzeleni przez Rosjan lub znalezieni martwi w piwnicy swoich domów. Maria Pfeiffer (wiek 77 lat) zginęła trafiona odłamkiem granatu.

Poniedziałek: 19 marca 1945

Anna Arndt (wiek 52 lata), Heine Krull (wiek 38 lat), Anna Fuchs (wiek 75 lat), Anna Fleischer (wiek 60 lat), Paul Sage (wiek 39 lat), Maria Scholz (wiek 16 lat), Hermann Klose (wiek 52 lata), Maria Amende (wiek 25 lat), Josef Mehr (wiek 80 lat), Hedwig Kern (wiek 60 lat): zastrzeleni przez Rosjan.

Gertrud Pfirschke, wiek 52 lata, zginęła na skutek rany stopy jaką zadali jej gwałcący Rosjanie.

Wtorek: 20 marca 1945

38 letnia Maria Peteneid została złapana przez Rosjan, zgwałcona, a następnie zabita strzałem w kark. 65-letnia Anna Tilsch została zabita strzałem w kark.

Środa: 21 marca 1945

Josef Fuchs (wiek 48 lat) i jego żona Maria Fuchs, zostali znalezieni martwi na podłodze domu, wcześniej zostali powieszeni. Podobnie Luiza Steiner (wiek 23 lata) oraz Regina Fuchs (wiek 76 lat). Arnold Kassubek (wiek 76 lat) zastrzelony przez Rosjan strzałem w kark.

Rosjanie przebywali w Racławicach co najmniej do czerwca 1945 roku. Przez ten czas wielokrotnie bili i męczyli ludność niemiecką. Przykładowo 4 maja 1945 roku na śmierć pobili Aloisa Tilsch (74 lata).

Szczęście miały te osoby, które znały język niemiecki. Jeden z ówczesnych mieszkańców wspomniał, że jego rodzina ukrywała się w piwnicy, do której weszli Rosjanie. Na schodach widział już karabin maszynowy. Rosjanie wzięli tylko zegarki i zawrócili, ale jakiś czas po nich przyszli następni.

Ci nie mieli już czego zabrać. Jedna z osób ukrywających się w piwnicy znała jednak język rosyjski i dzięki temu uratowała przed rozstrzeleniem wszystkie ukrywające się tam osoby.

Na grobach Niemców trzeba było kłaść zwierzęta

Najgorzej sytuacja wyglądała właśnie między 18, a 21 marca 1945 roku, ponieważ miejscowość często zmieniała właściciela. Raz była pod władaniem rosyjskim, by potem powrócić na kilka godzin na stronę niemiecką, której żołnierze dotarli do wsi i wygrali kilka drobniejszych walk. W tym czasie cywile bali się opuszczać swoje kryjówki. Ostatecznie 21 marca prawdopodobnie ostatni niemieccy żołnierze opuścili te okolice.

W środę 21 marca 1945 Rosjanie chodzili po domach i nawoływali, by wszyscy Niemcy przebywający w ukryciu wyszli na zewnątrz, gwarantując, że nie będzie rozstrzeliwań. Niemców od tego dnia zmuszano do kopania grobów. Rosjanie kazali na grobach swoich towarzyszy sadzić kwiatki, a na groby miejscowej ludności nakładać martwe zwierzęta.

Marzec 1945 roku był mokrym miesiącem. Wiele uciekających osób utopiło się w wodach Osobłogi. Kilkadziesiąt lat po wojnie w okolicy rzeki odnajdowano drobne przedmioty należące do tych, którzy stracili życie w wezbranych wodach. Były to grzebienie, elementy garderoby. Po wiośnie przyszło bardzo ciepłe lato.

Na terenie Racławic znajduje się masowy grób żołnierzy niemieckich. Ile w nim spoczywa ciał i gdzie dokładnie jest on rozlokowany tego nie wiadomo, choć istnieją podania, wskazujące położenie tego miejsca. Ten, kto nie wierzy w tę historię powinien się dobrze zastanowić, ponieważ wcześniej mało kto wierzył w to, że w Racławicach znajduje się zakopany w ziemi niemiecki samolot.

Po Rosjanach przyszli... Polacy

To chyba najtrudniejszy do opisania okres w dziejach naszej wsi, najbardziej wstydliwy dla polskiej historii. Przegrana II wojna światowa i wysiedlenie z 1946 roku było dla ówczesnych niemieckich mieszkańców Racławic Śląskich czymś strasznym. Nic więc dziwnego, że w ich pamiętnikach znajduje się sporo krytycznych uwag kierowanych pod adresem Polaków. Zarówno pierwszych polskich mieszkańców przybyłych na te tereny z Kresów Wschodnich, jak i pod adresem polskiej milicji, która zarządzała wsią od maja 1945 roku.

Wielu z Niemców jeszcze wiele lat po wypędzeniu wierzyło w to, że wrócą do swojej rodzinnej wsi. Ich dzieci, urodzone już na terenie obecnych Niemiec, nie czują praktycznie żadnej więzi z miejscem urodzenia ich dziadków i rodziców. Obecne pokolenie nie wiele już wie o Racławicach. Czas zaciera wiele wspomnień. Do Racławic przyjeżdżają już nieliczni, głównie ci, którzy chcą powspominać i na własne oczy sprawdzić o jakim miejscu opowiadali ich przodkowie.

Obraz: mordy45_5.jpg

Budynki, które nie przetrwały II wojny światowej

Pierwsi Polacy do Racławic Śląskich przybyli w maju 1945 roku. Byli to kolejarze oraz osoby, które miały zorganizować tymczasową administrację a także osoby, mające pracować w milicji. Milicja miała zapewnić porządek oraz ułatwić osiedlanie się przybywających ze wschodu Polaków.

W jednej z zachowanych notatek tak były niemiecki mieszkaniec opisał problemy związane z przybyciem na te tereny naszych dziadków. W czerwcu 1945 roku Rosjanie opuścili Racławice Śląskie i przyszli Polacy, których ojczyzna przypadła Rosjanom. Na mieszkańców wsi spadły nowe cierpienia i szykany (...).

Dalej można przeczytać: szukali naszych kryjówek, o ile Rosjanie ich wcześniej nie znaleźli, pukając w ściany i podłogi....

Przed przejściem frontu niemieccy mieszkańcy w popłochu chowali w domach lub zakopywali na polach i ogrodach cenniejsze rzeczy (np. biżuterię) oraz jedzenie. Mieli je później wykopać. Rosjanie dokładnie sprawdzali wszystkie domy, stodoły, stajnie. To samo robili Polacy, szukając tego, czego nie zabrali Rosjanie.

Wysłani do obozów

Działająca na tym terenie w połowie 1945 roku polska milicja zatrzymała co najmniej kilkunastu niemieckich mieszkańców wsi, wtrąciła ich do więzień lub wysłała do polskiego obozu pracy w Świętochłowicach (tak zwany Obóz Zgoda). Warto wiedzieć, że do tego obozu w 1945 roku kierowano także Polaków, na przykład byłych żołnierzy Armii Krajowej. W obozie tym panował głód i szerzyły się zarazy.

Do Obozu Zgoda z niemieckich mieszkańców Racławic Śląskich wysłano przede wszystkim urzędników lub osoby pełniące ważne funkcje. Trafił tam dyrektor szkoły Alfons Hauke. Zmarł przebywając w obozie dnia 7 sierpnia 1945 roku. Josef Schramm był urzędnikiem kolejowym stacji Racławice Śląskie, zmarł w obozie dnia 17 sierpnia 1945 roku przeżywszy 48 lat. Z kolei Josef Fuchs, naczelnik urzędu pocztowego w Racławicach Śląskich, zmarł na tyfus po osadzeniu go w więzieniu/obozie w Łambinowicach.

Przyglądając się liście osób wysyłanych z Racławic do obozów i więzień można zobaczyć, że byli tam również zwykli prości rolnicy. Za co otrzymali wyroki, tego niewiadomo.

W pierwszej kolejności zajmowano ładniejsze domy

W jednym z niemieckich pamiętników tak to opisano przybycie pierwszych Polaków do Racławic Śląskich:

Pierwsze polskie rodziny pojawiły się we wsi. Milicja już była. Wypędzili Niemców z ich domów i sami się do nich wprowadzili. Niektórzy zachowali się po ludzku i pozwolili Niemcom mieszkać w jednym lub dwóch pokoikach domu. Inni byli za to brutalni. Wyrzucali ludzi po prostu na ulicę, nie pozwalając im niczego ze sobą zabrać. Obojętne im to było, gdzie ci mieli się podziać. Któregoś dnia przyszła też nasza kolej. Herod-baba, jak ją nazwaliśmy, przyszła z dwoma żołnierzami milicji, otworzyła z hukiem wszystkie szafy, obejrzała dokładnie pokoje i powiedziała: "Do jutra wszyscy wynocha stąd!" Po czym zniknęli...

W pierwszej kolejności zajmowano większe, ładniejsze domy, głównie te, które najmniej ucierpiały w czasie marcowych walk. Polacy albo godzili się na wspólne mieszkanie z Niemcami, którym zwykle udostępniano jedną izbę, albo kazali Niemcom wyprowadzać się. Było też wiele domów, które wspólnie zamieszkiwało kilka rodzin niemieckich.

Obraz: mordy45_6.jpg

Nie wiadomo kiedy to zdjęcie zostało wykonane, ale należy założyć, że przedstawia jedną z byłych niemieckich mieszkanek Racławic Śląskich

Z czasem sytuacja uspokoiła się. Wprawdzie dochodziło do incydentów, jednak nie było już takiej agresji i wrogości. Nie ma żadnej wzmianki świadczącej o tym, by po czerwcu 1945 roku doszło do jakiegoś morderstwa w Racławicach Śląskich. Być może przyczyniła się do tego polska milicja, wprawdzie wrogo nastawiona do Niemców, jednak zobowiązana do ochrony każdego niezależnie od narodowości.

Na porządku dziennym było wspólne gotowanie obiadów przez polskie i niemieckie gospodynie. Takie wspólne egzystowanie Polaków i Niemców w Racławicach trwało rok. W tym okresie wielu niemieckich mieszkańców poznało język polski i nauczyło się przyrządzać polskie potrawy. Nawet obrażeni wypędzeniem Niemcy po wielu latach z radością wracali do Bożego Narodzenia 1945 roku, podczas którego pozwolono im usiąść do wspólnej Wigilii z Polakami. Były życzenia i dzielenie się opłatkiem. Była też pasterka.

Było też tak, że Niemcy pracowali u Polaków na polach. Młodzi Niemcy pracujący w gospodarstwie u Polaka mogli liczyć na dodatkowe jedzenie. Napisali w pamiętniku: gdy pan tego domu był pijany, co się często zdarzało, jego żona dawała też coś smacznego dla nas... Zdarzało się, że Niemcy wynajmowani byli do sprzątania mieszkań.

Wspólne życie Polaków i Niemców trwało rok. Dzień, w którym niemieccy mieszkańcy Racławic musieli opuścić swoją wieś nastał 27 czerwca 1946 roku. Do ostatniej chwili Niemcy nie mieli pojęcia, że w ciągu 30 minut będą musieli zostawić swoje domy.

Przez kilka miesięcy niemieccy mieszkańcy Racławic Śląskich musieli nosić na ramieniu białą opaskę, mieli też zakaz modlenia się w języku niemieckim. Nadchodził dzień, którego się nie spodziewali. W ciągu 30 minut kazano im się spakować i na zawsze opuścić Racławice Śląskie.

Wypędzenie.

Takim terminem niemieccy mieszkańcy Racławic Śląskich określają dzień, w którym musieli opuścić swoja rodzinną miejscowość. W połowie 1946 roku wszyscy Niemcy musieli nosić białą opaskę z czarną literą N, co oznaczało narodowość niemiecką. Bez tego znaku w żadnym wypadku nie wolno było wyjść na ulicę. W ich wspomnieniach przeczytamy: tak jak Żydzi byli oznakowani gwiazdą tak my mieliśmy te przepaski.

W kościele niemieccy mieszkańcy nie mogli śpiewać po niemiecku ani odprawiać modlitw w tym języku. Z pomocą proboszcza Scholza uczyli się łaciny. Co ciekawe wielokrotnie próbowano odsunąć niemieckiego księdza od ołtarza, ale ten był niezwykle uparty. Dochodziło do sporów o szaty liturgiczne z polskim proboszczem.

Obraz: mordy45_2.jpg

Centralny plac wsi jakiś czas po przejściu frontu

Następnego dnia byłoby już za późno

26 czerwca 1946 roku zmarł dziadek jednego z niemieckich mieszkańców Racławic, którego wspomnienia zachowały się do czasów obecnych. Ów mieszkaniec tak napisał: z powodu upału pochowaliśmy go już 26 czerwca. Następnego dnia byłoby już za późno. To był 27 czerwca 1946 dzień wypędzenia.

27 czerwca 1946 roku między godziną 14 a 15 każdy dom zamieszkiwany przez Niemców odwiedziła milicja. Milicjanci mówili: za trzydzieści minut wszyscy Niemcy mają stać na ulicy. Bagaż tyle ile każdy da radę nieść.

Wszyscy zbierali się na placu przy pomniku, w centrum wsi. Wielu Niemców zostawiało tam rzeczy, których ostatecznie nie zabierali. Polacy szybko ukradli to, co było cenniejsze.

W pamiętnikach znajdziemy opis dalszych wydarzeń: nie było czasu do namysłu. Każdy spakował szybko kilka rzeczy do torby lub plecaka. Za dużo i tak nie dalibyśmy rady. A potem dołączyliśmy do innych na ulicy... Pędzili nas jak bydło...

Tego dnia upał był nie do zniesienia. Wszyscy niemieccy mieszkańcy Racławic szli pieszo 16 kilometrów do Głubczyc. Jedynie starsze i schorowane osoby wieziono na wozach. W Głubczycach zaprowadzono ich na ogromną łąkę, gdzie koczowało już kilka tysięcy Niemców. Żadnego drzewa, żadnego krzewu, który dałby odrobinę cienia. Na obrzeżu wykopano kilka rowów, w których mogliśmy załatwiać nasze potrzeby... Leżeliśmy tam 3 dni - napisali potem.

Ta pieśń zbudziła wszystkich

Niemców spisano i rozdzielono do transportów kolejowych. Załadowano ich do wagonów towarowych. Nie były one zatłoczone. Można było położyć się na podłodze wagonu, która była twarda.

Jechali pociągiem z Głubczyc przez Racławice Śląskie, Prudnik, Nysę w stronę granicy, do Węglińca. Pociąg nie zatrzymywał się na żadnej ze stacji, jedynie okresowo do lokomotywy dolewano wodę i dosypywano węgiel. Przez Racławice Śląskie jechali nocą. W trakcie przejazdu przez miejscowość ktoś zaczął nucić pieśń, potem śpiewali ją chyba wszyscy jadący pociągiem. Oto treść tej pieśni:

Łagodna królowo pomyśl,
jak na ziemi niewysłuchany,
pielgrzym kierujący swe kroki ku Tobie,
opuszczony zawraca.
Nie, o Matko, wszem i wobec
przejdź pośród swoich dzieci, powiedz
że Maryja nie wysłucha, nie wysłucha prośby,
jest niewysłuchana, niewysłuchana, niewysłuchana na wieczność,
niewysłuchana na wieczność.

Obraz: mordy45_4.jpg

Ksiądz Scholz

Odgłos śpiewu był doniosły. Niemcy zgodnie twierdzili, że cały śpiewający pociąg musiał rozbudzić wielu śpiących Polaków. Zwłaszcza, gdy skład przejeżdżał przez wiadukt znajdujący się na obecnym styku ulic Zwycięstwa, Prudnickiej i Kopernika. O czym też mogli myśleć w tej chwili Polacy? Napisał w jednym z pamiętników były mieszkaniec Racławic.

Niemcy mieli żal o to, że w czasie wypędzenia, gdy wszyscy zbierali się w centralnym placu wsi przed kościołem, biły dzwony. Mówili, że to Polacy cieszą się z nich wypędzenia.

Kiedy pociąg przejeżdżał przez nasyp kolei głubczyckiej Niemcy otwierali drzwi wagonów. Odsunęliśmy trochę drzwi wagonu... Wieża kościoła była dobrze widoczna, ostatni raz spoglądaliśmy na nasz dom. I tak opuściliśmy naszą ukochaną ojczyznę... - napisali w pamiętnikach.

Szacuje się, że 1400 osób, niemieckich mieszkańców Racławic Śląskich, opuściło tego dnia swoją miejscowość. Wraz z nimi podróżował proboszcz Scholz. 24 czerwca (3 dni przed wyjazdem) napisał po raz ostatni w księdze kościelnej: pochowano 80-letniego Paula Globischa. Proboszcz Scholz zmarł 14 lipca 1959 roku.

W ostatnich latach niemieckiej historii Racławic Śląskich w miejscowej parafii mieszkało dwóch księży. Poza księdzem Scholzem był to emerytowany ksiądz Schubert, który w 1960 roku obchodził złoty jubileusz kapłaństwa. Byli niemieccy mieszkańcy Racławic Śląskich zgotowali mu niespodziankę i na ten jubileuszu z różnych stron Niemiec przyjechali w liczbie ponad 400 osób.

Co działo się z niemieckimi mieszkańcami po 1946 roku?

Kolejne lata nie były łatwe dla byłych niemieckich mieszkańców Racławic Śląskich. Zostaliśmy przyjęci przez rodaków jako tako przyjaźnie - napisali. Wielu z nich zamieszkało w Dolnej Saksonii. Jeszcze przez jakiś czas wierzyli, że wrócą do Racławic. Z biegiem lat owe marzenie stawało cię coraz mniej realne.

Pierwsze lata po wypędzeniu były najgorsze. Mieszkali nawet po kilkadziesiąt osób w jednym domu. Wiele osób spało w stodołach. Musieli pracować kilka lub kilkanaście lat, by zarobić na budowę nowych domów.

Trudne pytanie

Jeden z byłych niemieckich mieszkańców po wielu latach wrócił do Racławic. Spotkał tutaj jednego z byłych polskich proboszczów miejscowej parafii. Zadał mu następujące pytanie:

A jak czuli się polscy repatrianci w domach, których nie wybudowali i w gospodarstwach, których nie kupili? Nie mają oni tam żadnych wyrzutów sumienia?

Proboszcze odpowiedział:

Tak długo jak są młodzi nie. Ale gdy się zestarzeją i nie muszą już kłamać, wtedy mówią prawdę.

Podsumowanie

Mamy ogromne szczęście, że przyszło nam żyć w łatwych czasach. Okres II wojny światowej to najczarniejsze dzieje w historii ludzkości. Na wydarzenia z 1945 roku możemy patrzeć przez pryzmat czasu i z własnej, subiektywnej perspektywy. Nie musimy udawać, nie musimy kłamać, a możemy starać się spróbować powiedzieć prawdę lub ją znaleźć. Spróbować po części zrozumieć ówczesnych mieszkańców, zarówno Polaków jak i Niemców i to, przez co musieli przejść, dziękując jednocześnie, że nie mamy takich problemów na swojej drodze życia. Już po publikacji tego artykułu padły pytania dotyczące tego, kiedy pojawi się artykuł na temat wypędzenia Polaków, którym kazano opuścić swoje domy na Kresach Wschodnich. Tutaj zebranie materiałów jest bardzo trudne, ponieważ (w przeciwieństwie do niemieckich źródeł) brakuje dostępu do pamiętników, spisanych wspomnień itp. Mimo tych trudności artykuł na ten temat jest przygotowywany.

Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie

George Santayana.

Bibliografia

W trakcie tworzenia niniejszego artykułu korzystano z książki pt. Deutsch Rasselwitz, Maden 2003 autorstwa Johanessa Preisnera oraz licznych notatek i pamiętników otrzymanych od byłych mieszkańców Racławic Śląskich.

Autor: Stanisław Stadnicki.

Polecamy inne cekawe teksty związane z historią Racławic Śląskich:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie © Stanisław Stadnicki 2005-2017
Powielanie, kopiowanie i rozpowszechnianie treści serwisu Raclawice.Net jest zabronione.
Serwis Raclawice.NET jest internetowym dziennikiem wpisanym do rejestru Dzienników i Czasopism

  • WebInspiracje
  • Stanisław Stadnicki